Najtrudniejsza wyprawa - Chumpiez



Wyprawa do Chumpiez, do prawie najdalej położonej wioski Indian Shuar to prawdziwie wyzwanie. Próba sił fizycznych, psychicznych a także duchowych. Docieramy tam raz w miesiącu. Ale ostatnio nie byliśmy tam w styczniu ze względu na obfite opady deszczu, które uniemożliwiają dotarcie do Chumpiez. To jest jak wyprawa na K2 w zimie.
Powód jest prosty: obfite opady deszczu sprawiają, że górska droga (ścieżka) jest bardzo niebezpieczna i niemożliwa do przejścia, nikt przecież nie wymyślił jeszcze sprzętu górskiego na wielkie i głębokie błoto przez dżunglę amazońską którą można pokonać i utorować sobie drogę jedynie maczetą. Dodatkowym obciążeniem jest trasa wiodąca przez góry, dokuczliwa wilgoć, która przenika ciało zaledwie po kilku krokach "taplania" się w błocie, a wysiłek jest tak wielki, że dochodzi się do granicy bólu (szczególnie w drodze powrotnej). Dodatkowym utrudnieniem są nasze plecaki: obciążone prezentami dla dzieci, a przede wszystkim wodą którą niesiemy w możliwie największych ilościach, bo wspinając się w temperaturze około 30 stopni i przy dużej wilgoci wylewamy z siebie hektolitry potu.
Zazwyczaj trasę pokonujemy w ciagu 4-5 godzin, a trzeba jeszcze wrócić, czyli jest to wyprawa całodniowa. Wyjazd samochodem z Guayzimi około 5 rano do Shaime (ok. 1,5h jazdy), następnie oczekiwanie na przewodnika przy kapliczce, i stamtąd wyruszamy w góry. Nie samo wejście na szczyty jest najtrudniejsze, ale także zejście: śliskie konary drzew, naturalne przeszkody w postaci starych drzew tarasujących drogę, prowizoryczne kładki położone nad potokami i wszechobecność insektów, komarów, much a także możliwość spotkania węży czy innych niebezpiecznych zwierząt.
Trasę do Chumpiez pokonujemy w mniejszej lub większej grupie: zwykle mieszkańcy tej osady korzystając z naszej wyprawy dołączają się do nas, by nie iść samotnie przez sam środek dżungli.
W Shaime jest najbliższy punkt medyczny, stąd mieszkańcy Chumpiez muszą iść conajmniej 3godz. przez góry by dostać się do lekarza!!!
Mamy ogromną satysfakcję i radość niesienia Dobrej Nowiny właśnie tam, bo jesteśmy jedynymi obcokrajowcami, którzy docierają do Chumpiez z katechezą i sprawowaniem sakramentów. Jedynie wiele lat temu docierał do Chumpiez pewien kapłan ekwadorski wlaśnie z ich plemienia Shuar.
Z wyprawy często wraca się poobijany, pokaleczony, podrapany (a niekiedy z kontuzją) i pogryziony przez insekty, ale nic nie odbierze szczęścia spełnienia tak trudnej misji.
Pozdrawiam
O. Emil
PS. Właśnie wczoraj wróciłem z Chumpiez, dlatego na gorąco relacjonuję to niezwykłe wyzwanie. Zastanawiam się nadal dlaczego my tak często zapadamy się w błoto, śłizgamy się po konarach  drzew, wilgotnych kamieniach gdy tymczasem Indianie chodzą po tych scieżkach jakby sie nad tym całym błotem unosili. Odpowiedź, choć na pewno nie satysfakcjonującą dam w kolejnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WYBIERZ JĘZYK STRONY

Służyć Chrystusowi to wolność.

Św. Jan Paweł II


WOLONTARIAT MISYJNY

POLUB NAS NA FACEBOOK'U

Najchętniej czytane

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

ZATANKUJ