Trzęsienie ziemi w naszej misji – 8 marca




   Dwa dni temu miało miejsce wyczuwalne trzęsienie ziemi w naszej misji. Zanim skreślę parę słów
o tym, co się wydarzyło w nocy 8 marca w centrum naszej misji, wypadałoby powiedzieć o zagrożeniach jakie można spotkać w naszej pracy misyjnej (to nie tylko węże czy pumy i tygrysy). O ile trzęsienia ziemi zdarzają się raz na jakiś czas (co kilka lat) w Ekwadorze, to jednak inne naturalne przeszkody, które stale pokonujemy (3 razy w tygodniu jesteśmy w głąb amazońskiej puszczy) dają sporą dawkę adrenaliny.

   Pierwszym takim zagrożeniem są osuwiska ziemi (w tym błota) na rzeką Nangaritza. Wyjazd w głąb selwy to poruszanie się po bardzo niebezpiecznej drodze, jedynej zresztą, nad przepaściami. Z jednej strony 100 metrowe skarpy ziemi, a z drugiej przepaść 50 metrowa wprost do górskiej rwącej rzeki. Przejazd przez takie wąskie odcinki jest bardzo niebezpieczny i zawsze pokonujemy je z wielką ostrożnością. Nie ma zresztą żadnych zabezpieczeń ani ostrzeżeń – w końcu to dżungla, a zatem trzeba się z tym oswoić. Zazwyczaj taki wąski przesmyk jest pełen błota, i wtedy uruchamiamy napęd na 4 koła, aby samochód nie ślizgał się na tym odcinku i powoli (jak czołg) pokonał dystans. Co najciekawsze, właśnie na tych odcinkach widoki zapierają dech w piersiach (ach, gdyby mieć drona i móc pokazać z tych miejsc niesamowite piękno amazońskiej dżungli z lotu ptaka!). Nie można za długo jednak się zatrzymać nad osuwiskiem, bo samemu można wpaść w objęciach rzeki.

   Jak już wspomniałem, droga prowadząca do wiosek Indiańskich na pograniczu Peru i Ekwadoru jest bardzo niebezpieczna. I nie tylko ze względu na osuwiska. Sama w sobie ubita kamieniami, i poorana ciągłymi deszczami sprawia, że jadąc samochodem do najdalej położonej wioski – Mariposa (około 2h jazdy), zarówno kierowca jak i pasażer czuje się jak worek kartofli. Ponadto droga jest bardzo kręta i niekiedy bardzo wąska, i powtarzam to po raz kolejny: niebezpieczna. Na niektórych zakrętach, z powodu gęstej roślinności, widoczność nawet w słoneczne dni jest na odległość 10 metrów. A takich zakrętów jest bardzo wiele. Zazwyczaj po przejechaniu tam i z powrotem do selvy, ma się wrażenie jakby się przejechało dwa razy tyle. Okupione to jest dużym zmęczeniem, gdyż wymaga wielkiej baczności i koncentracji.

   Innym zagrożeniem są nasze przeprawy łódką. Na filmikach widać tylko bezpieczne momenty, bo
w chwilach zagrożeniach staramy się chronić nasz sprzęt elektroniczny, który służy naszej misji. Głupotą byłoby pokazywanie takich momentów, bo wtedy narażalibyśmy życie innych, którzy są przypadkowymi pasażerami naszej wyprawy. W ubiegłym roku miał miejsce wypadek naszej misji z udziałem o. Seweryna w drodze do Chumpiez. Z powodu winy motorniczego wpadli wprost na skałę na najbardziej rwącym odcinku rzeki. Nikomu nic się nie stało poza tym, że wszyscy wpadli na tym zakolu wprost do rzeki (3 katechetów i o. Seweryn) i zgubili…. silnik w łódce. Dalsza podróż przy użyciu maczety była prawdziwym przedzieraniem się gęstwinę selwy.

   Co do trzęsienia ziemi, które nas nawiedziło 8 marca, to na szczęście, choć było odczuwalne: to znaczy zatrzęsły się kredensy, szklanki, to nic poważniejszego się nie stało. Jednych zbudziło, drugich bardziej ukołysało do snu. Warto jednak wspomnieć, że na początku bernardyńskiej misji w północno-zachodnim Ekwadorze w 2016 roku miało miejsce trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,6, epicentrum w prowincji Malabi. Skutki były odczuwalne w całym Ekwadorze. Najbardziej ucierpiało miasto Pedernalez. To zjawisko dokonało ogromnych zniszczeń, a przede wszystkim pochłonęło 673 istnień ludzkich. Fala trzęsienia ziemi dotarła też w nasze progi, a w naszym klasztorze potrząsnęło mocno klasztornym budynkiem, najpierw zakołysało, potem dało się odczuć drżenie - skutkiem czego płytki podłogowe pokruszyły się i wyrwały się z miejsca (ślad pozostał w pokoju O. Seweryna, bo do tej pory nie mamy pieniądze na remont naszego budynku mieszkalnego).

   Nie powinno dziwić zjawiska jakie tutaj występują, skoro Ekwador szczyci się pasmem górskim, na które składają się czynne wulkany, jak choćby szczyty Chimborazo (6267 m) czy Cotopaxi (5896m) i jest terenem aktywnie sejsmicznym.

Z Bogiem

o. Emil

1 komentarz:

  1. Coraz ciekawiej ksiadz pisze. Sledze z Chicago z zainteresowaniem i podziwem. Niech was tam Pan Bog strzeze na tym koncu swiata.

    OdpowiedzUsuń

WYBIERZ JĘZYK STRONY

Służyć Chrystusowi to wolność.

Św. Jan Paweł II


WOLONTARIAT MISYJNY

POLUB NAS NA FACEBOOK'U

Najchętniej czytane

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

ZATANKUJ