Jeśli nie znasz tego miasta, nie znasz Ekwadoru...


     Kto nie był nigdy w mieście Loja, nie zna Ekwadoru dobrze... Tak mówi popularna zwrotka piosenki reklamowana na autobusach komunikacji miejskiej jak i dalekobieżnej (Si usted nunca ha ido a Loja, no conoce mi pais). Czy w tym powiedzeniu jest zawarta synteza życia Ekwadorczyków? Chyba bym trochę polemizował... Miasto, które wita piękną bramą (la Puerta de Ciudad) z czasów kolonialnych zachwyca swoim położeniem w dolinie dwóch rzek: Zamora i Malacatos. Miasto liczy prawie 170 tys. mieszkańców. Jest bardzo zatłoczone i sprawia wrażenie jakby miało co najmniej pół miliona mieszkańców. Wszystko przez to, że przez starszą część miasta (z czasów kolonialnych) przejeżdżają wszystkie środki transportu (nie ma prawie żadnych ograniczeń). Zanieczyszczenie miasta (i większości miast Ekwadoru) spowodowane spalinami samochodowym (najgorszym paliwem bo najtańszym) sprawia, że przy ciepłej pogodzie człowiek czuje się bardzo ociężały. Nieliczne, choć pięknie zadbane parki jak Park Centralny (Plaza Mayor przy katedrze) czy Park Św. Franciszka sprawiają, jakby na chwilę człowiek znalazł się w trochę innym świecie. Ale tylko na chwilę. Bo miejsce te są okupowane przez tłumy młodych i starszych Ekwadorczyków czekających na propozycję pracy. Zaplecze gastronomiczne jest bardzo skromne i trzeba szukać w innych dzielnicach dobrych restauracji, gdzie mieszka więcej Amerykanów (sic!). Spacerowanie po Loja nie należy do przyjemnych, gdyż wąskie uliczki, liczne remonty i zakorkowane centrum nie sprzyja delektowaniu się urokiem nielicznych ciekawych kamienic (trzeba bardzo uważać na ruch uliczny) z czasów kolonialnych. Mimo to jest to dla nas jedyne miejsce, gdzie możemy zaopatrzyć się w europejskopodobne (gorszej jakości), ale jednak produkty żywnościowe z Włoch, Hiszpanii czy innych krajów jak choćby Argentyny czy Chile. Loja jest oddalona prawie 3 godziny od naszego Guayzimi i zwykle jest to wyjazd całodniowy, bo przecież droga do nas jest otwarta tylko wcześnie rano, dwie godziny od południa i wieczorem od 18.00. Czy poleciłbym to miasto do szczególnego zwiedzenia? Chyba raczej nie... Ale na pewno odzwierciedla życie wielu miast ekwadorskich: zatłoczonych, zakorkowanych, w ciągłym remoncie i bez oznakowań jakiegoś szlaku historycznego lub turystycznego. Na pewno warto zobaczyć  Loja... ale prowincję, która obfituje w piękno przyrody, zapierające dech w piersiach widoki a a zaplecze hotelowe czy gastronomiczne w takich miejscach wybudowane i zarządzane jest przez obcokrajowców (Niemców, Amerykanów, Hiszpanów, Francuzów). 
Z pozdrowieniem z wizyty w Loja
o. Emil
PS. Na poniższym zdjęciu te parawany to...miejsca dla pucybutów.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WYBIERZ JĘZYK STRONY

Służyć Chrystusowi to wolność.

Św. Jan Paweł II


WOLONTARIAT MISYJNY

POLUB NAS NA FACEBOOK'U

Najchętniej czytane

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

ZATANKUJ