W podróży do Quito.

    
Park Narodowy Cotopaxi. Olbrzymia niecka otoczona szczytami, pośród których są potężne wulkany.
  O godzinie 2 w nocy z 4-go na 5-go listopada wyruszyliśmy w podróż do Quito.
Z Guayzimi do stolicy Ekwadoru Quito najkrótsza trasa pokazywana przez Google maps to 679km., do pokonania w 11 i pół godziny. Prowadzi cały czas przez góry i biegnie wprost na północ (o ile oczywiście pozwala na to ukształtowanie terenu- tu w Ekwadorze oznacza to jazdę zgodnie z kierunkami rzecznych dolin, które przebijają się przez Cordillera del Condor, a potem przez Andy, często trawersuje się zbocza gór, drogi są niezwykle kręte, bywa, że strome, stąd ta statystyczna prędkość- 60 km./h )

Na tym fragmencie mapy doskonale widać jak ukształtowanie terenu wpływa na komunikację w górskich rejonach. Z Guayzimi do Zamora jedyna droga zbudowana w dolinie rzeki Nangaritza prowadzi przez Zumbi.
My wybraliśmy nieco inną trasę.. Nasza trasa (najpierw na zachód do Loja, a później na północ, przez Cuencę) liczyła około 120 km. więcej, a jej czas był wyliczony przez Google na 14 godzin (i tyle jechaliśmy), ale przejazd jest pewniejszy (mniejsza szansa na to, że na odcinkach górskich przejazd zawaliły kamienie, albo na drogę osypało sie jakieś zbocze).

Droga przez góry

Za oknami samochodu krajobraz ciągle się zmieniał.

Droga w pobliżu Riobamba. Na wprost nad drogą wyłania się zza chmur wulkan Chimborazo (6310 m.n.p.m.)

Kolejny górski pejzaż.

Od miasta Latacunga droga do stolicy ma cztery pasma w każdą stronę, co wcale automatycznie nie oznacza, że jest drogą szybkiego ruchu w pełnym tego słowa znaczeniu.

Jak widać na zdjęciu powyżej na tej czteropasmowej drodze zdarzają się przejścia dla pieszych ze światłami.
Nasz plan był następujący:
W poniedziałek 5-go listopada przybyć po południu do Quito, przespacerować się po mieście, przenocować w przepięknym zabytkowym klasztorze Braci Mniejszych .
We wtorek 6-go listopada rano załatwić formalności związane ze złożeniem wniosków o przedłużenie wiz pobytowych w Ekwadorze (to był cel naszej podróży do Quito), następnie wsiąść do samochodu i rozpocząć podróż powrotną, ale tak, żeby korzystając z okazji coś zobaczyć po drodze (do domu chcieliśmy wrócić najpóźniej w nocy ze środy na czwartek).

Zabytkowy kościół i klasztor Franciszkanów Braci Mniejszych w Quito. Budowę rozpoczęto w 1550 roku, klasztor był rozbudowywany do 1680 roku. Według hiszpańskojęzycznej Wikipedii jest największym kompleksem architektonicznym położonym w historycznych centrach miast Ameryki Łacińskiej.

Nawa główna kościoła Franciszkanów.

Klasztor jest naprawdę imponujący, a przy tym zachwyca swoją architekturą.

Zachód słońca.
We wtorek okazało się, że papiery możemy złożyć dopiero w środę.
Po upewnieniu się, że możemy spędzić kolejną noc w klasztorze u Braci Franciszkanów, udaliśmy się zwiedzać Quito.

Jedna z uliczek w historycznej części miasta,

Figura Matki Bożej ze skrzydłami, która góruje na wzgórzu nad miastem.





Przedmieścia Quito.


Stara część miasta, oddalona od centrum.

W Quito są także bogate dzielnice niczym nie odbiegające od miast europejskich.


Nowoczesna dzielnica Quito.

W poszukiwaniu jak najlepszego widoku panoramy miasta weszliśmy na wieżę neogotyckiego kościoła.
Kościół (w czerwonym kółku na zdjęciu) zbudowano w XIX wieku. Góruje nad historyczną częścią miasta.
Wejście na wieżę dostarcza dużych emocji, ponieważ część drogi ( kilka ostatnich odcinków ) pokonuje się wchodząc po bardzo stromych schodach, niemal drabinach, gdzie poza poręczami nie ma praktycznie żadnych zabezpieczeń.

Wejście nad dach kościoła.
Widoki z góry są przepiękne.

Pobyt na górze naprawdę jest ekscytujący.


  
Pamiątkowe zdjęcie :)





Jedną z atrakcji turystycznych Quito jest kolejka linowa, którą wjechaliśmy na wznoszący się nad miastem grzbiet wulkanu Pichincha. Kolejka wjeżdża na wysokość 4050 m.n.p.m. (szczyt ma wysokość 4784m.n.p.m., a Quito jest położone na wysokości około 2800 m.n.p.m.).
Przejazd kolejką trwa 18 minut. W czasie podróży można podziwiać rozległe niemal 3-milionowe Quito.

Mówi się, że Quito wybudowano w alei wulkanów. Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę, jak wiele z nich można zobaczyć z tego miejsca. Niektóre są czynne- między innymi Pichincha, z grzbietu której jest zrobione to zdjęcie.
-
Na widoczny w oddali szczyt wiedzie szlak turystyczny. My niestety wybraliśmy się tutaj zbyt późno, by móc przejść tą trasę (pominąwszy fakt, że nie przewidzieliśmy przed wyjazdem górskich wycieczek, więc nie mieliśmy np. odpowiednich butów).

Huśtawka z widokiem na miasto.


W środę rano, gdy okazało się, że musimy czekać na załatwienie formalności do piątku, byliśmy rozczarowani- bo to oznaczało, że spędzimy w Quito jeszcze dwa kolejne dni (przy takiej odległości od domu powrót i ponowny przyjazd nie miały sensu).
Postanowiliśmy wykorzystać ten czas na obejrzenie prawdopodobnie największej turystycznej atrakcji Ekwadoru. Największej w dosłownym sensie, bo mam na myśli wulkany.
Wybraliśmy Cotopaxi. Wulkan Cotopaxi jest drugim co do wielkości wulkanem w Ekwadorze (5897m.n.p.m.), i jest położony blisko Quito. Ponieważ nie planowaliśmy wcześniej wyjazdu do Parku Narodowego Cotopaxi, nie mieliśmy ze sobą butów odpowiednich do wycieczek górskich. Naszym celem było popatrzeć na wulkan z bliższej odległości- cokolwiek by to miało znaczyć.
Gdy okazało się, że w parku Cotopaxi można wjechać samochodem na wysokość 4500m.n.p.m., to wjechaliśmy. Doszliśmy do schroniska, które znajduje się na wysokości około 4800 m.n.p.m.. Dojście do schroniska pod górę zajęło nam całą godzinę (z powrotem w dół schodziliśmy 20 minut), do butów sypał się żużel, czasem trudno było złapać oddech, ale uwierzcie- było warto.
To nie był łatwy spacer, mimo że trwał tylko godzinę

Tuż nad poziomem, gdzie wybudowano schronisko króluje lodowiec. Zarówno Quito, jak Cotopaxi leżą nieomal na równiku, ale wysokość prawie 6000m.n.p.m.powoduje, że na szczycie cały czas panuje zimno.

Mówiąc krótko: doszliśmy.

Chmury były nad nami, pod nami i obok.

Krajobraz prawie pustynny. Nie ma drzew. Na terenie położonym niżej rosną jakieś porosty, małe kwiatuszki.

Zbocze wulkanu wykorzystywane jest do ekstremalnych zjazdów na rowerach.

Gdy opuszczaliśmy teren Parku Cotopaxi spotkaliśmy n a równinie pasące się spokojnie dzikie konie.

         Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy w czwartek po południu do Quito, i z pewną dozą niepokoju czekaliśmy na umówioną piątkową poranną wizytę w ministerstwie, w sprawie przedłużenia wiz.

Budynek ministerstwa, w którym załatwialiśmy formalności.
Jakaż była nasza ulga, gdy w piątek (9-go listopada) około południa wszystkie nasze sprawy urzędowe były już pozytywnie załatwione i mogliśmy wracać do Guayzimi.
Dotarliśmy do domu w sobotę 10-go listopada nad ranem.
A jakież było nasze zaskoczenie (pozytywne tym razem), gdy okazało się, że we wtorek 13-go listopada przebywający w Quito Ks. Łukasz Hołub odebrał nasze paszporty z wizami i przywiezie je nam wracając do Valladoid, do swojej parafii.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

WYBIERZ JĘZYK STRONY

Służyć Chrystusowi to wolność.

Św. Jan Paweł II


WOLONTARIAT MISYJNY

POLUB NAS NA FACEBOOK'U

Najchętniej czytane

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

ZATANKUJ